Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 sierpnia 2013

Gdy seks przestaje być tabu - cz. 2

Długo wybierałam filmy, które wpasowują się w tematykę pierwszej części wpisu. Wybór padł na obrazy pokazujące problem płatnej miłości od strony kobiety. Dlaczego decydują się na sprzedaż swojego ciała? Sleeping Beauty i Sponsoring starają się odpowiedzieć na to pytanie.

UWAGA - opisane przeze mnie filmy przeznaczone są dla widzów powyżej 18 roku życia :)

Sponsoring

 
Joanna Kulig

Dlaczego sięgnęłam po Sponsoring?
Film został  bardzo dobrze przyjęty przez krytykę. Joanna Kulig dostała za swoją kreację nagrodę Złotego Lwa na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdynii i Orła przyznawanego przez Polską Akademię Filmową. Za scenariusz i reżyserię odpowiada Małgorzata Szumowska (Ono, 33 sceny z życia). Wisienką na torcie jest rola Juliette Binoche.
Sponsoring opowiada historię dojrzałej dziennikarki, która na co dzień wiedzie spokojne życie statecznej mężatki. Gdy przyjmuje zlecenie napisania tekstu o prostytucji, decyduje się przeprowadzić wywiad z dwiema dziewczynami, które zarabiają na siebie swoim ciałem. Historia jest z pozoru banalna, ale pozwala spojrzeć na cały proceder z zupełnie innej strony. Zaciera cienką granicę pomiędzy dobrem i złem. Niezwykle intymne opowieści dziewczyn stawiają więcej pytań, niż dają odpowiedzi.
Po obejrzeniu Sponsoringu pozostaje jednak pewien niedosyt. Szumowska postawiła samej sobie dosyć wysoko poprzeczkę poprzednimi filmami. Warto go zobaczyć ze względu na Joannę Kulig, która zaczyna karierę także poza granicami naszego kraju. Must see dla wszystkich fanów filmów o podobnej tematyce i osób zainteresowanych jak wyglądają takie układy od środka.

Sleeping Beauty

Emily Browning

Emily Browning urzekła mnie swoją urodą w Sucker Punch. Pamiętałam ją jeszcze z jej wcześniejszej roli w Lemony Snicket. Byłam ciekawa jak ta śliczna, krucha laleczka wypadła w roli dramatycznej.
Sleeping Beauty to wstrząsający obraz młodej dziewczyny, która szuka sposobu na zdobycie pieniędzy. Bierze udział w eksperymentach medycznych, pracuje w barze, ale to za mało. Trafia do agencji zamującej się spełnianiem zachcianek starszych i obrzydliwie bogatych mężczyzn. Nie przypomina to w niczym typowej agencji towarzyskiej - dziewczynom podaje się środek nasenny, a klienci mogą z nimi robić co tylko dusza zapragnie. Starsi panowie zabawiają się z młodymi nimfetkami, a jedyną zasadą jest brak penetracji.
Sleeping Beauty przeraża. Pokazuje do czego zdolne są młode dziewczyny, które mają problem ze znalezieniem dobrze płatnego zajęcia. Film nie ocenia tego co robi główna bohaterka, pokazuje tylko jej powolną przemianę i otoczenie, które coraz mocniej popycha ją w stronę wykorzystania swojej urody.
Emily Browning wygląda cudownie na ekranie. Powolna praca kamery i ciekawe ujęcia budują klimat filmu. Sleeping Beauty to obraz dla osób o mocnych nerwach. Polecam wszystkim fanom Emily oraz rodzicom nastoletnich córek - ku przestrodze.



O kobietach inaczej

 

Sekretny Dziennik Call Girl
Temat płatnej miłości poruszył również bijący rekordy popularności serial Sekretny Dziennik Call Girl. Opowiada on historię luksusowej escort girl mieszkającej w Londynie. W rolę głównej bohaterki wciela się seksowna Billie Piper. Serial naprawdę mocno wciąga i pokazuje problem prostytucji z zupełnie innej strony. Belle uprawia seks za pieniądze ponieważ to lubi. Dodatkowo może zarobić całkiem niezłe pieniądze w krótkim czasie.
Dzienniki Nimfomanki to głośny obraz z 2008 roku. Valere to wyzwolona kobieta, która wcześnie rozpoczyna swoją przygodę z seksem. Szybko uzależnia się od miłości cielesnej i ląduje w łóżku (nie tylko) praktycznie z każdym napotkanym mężczyzną. Gdy poznaje Jaime jej świat wywraca się do góry nogami. Dzienniki Nimfomanki to ciekawy film, który wywołał poruszenie na całym świecie. Warty obejrzenia.
Oba Dzienniki powstały na podstawie książek. Polecam ich lekturę - filmy nie oddają zawartych w książkch niuansów, a niektóre wątki zostały zmienione, lub całkowicie pominięte. Napisały je osoby, które bezpośrednio miały styczność z prostytucją i wybrały ją w pełni świadomie.

czwartek, 21 lutego 2013

Liberal Arts

Nowy film Josha Radnora to kolejne pozytywne zaskoczenie 2012. Aktor znany jako Ted Mosby wciela się w rolę reżysera i scenarzysty. Plus cudna Elizabeth Olsen jako wisienka na torcie. Must see!


Josh Radnor to nie tylko Ted Mosby. Liberal Arts to jego drugi film, w którym jest odpowiedzialny za scenariusz i reżyserię. Nie jest to kolejna komedia podobna do Jak poznałem waszą matkę. Nie znajdziecie tu także klasycznego Mosbiego. Czego spodziewać się po Liberal Arts?

Mam 30 lat - i co dalej?


Olsen & Radnor - Liberal Arts
Liberal Arts opowiada historię Jesse, który za namową swojego byłego profesora odwiedza stare śmieci. Oczywiście idealizuje lata spędzone na studiach do granic możliwości. W pewnym momencie miałam wrażenie, że zacznie tańczyć na trawniku pośrodku uczelni.
Jesse poznaje przez przypadek Zibby - cudowną, młodą studentkę. Od początku widać, że pomiędzy bohaterami pojawiła się niesamowcie silna chemia. Główny bohater staje przed dylematem starym jak świat - czy związać się ze zniacznie młodszą od siebie dziewczyną, która w jego oczach dopiero staje się kobietą?
Teoretycznie Liberal Arts coś nam przypomina, gdzieś już widzieliśmy podobne historie. Nic bardziej mylnego. Josh oferuje nam możliwość podróży w czasie. Dialogi prowadzone pomiędzy bohaterami mówią o tym, do czego często sami boimy się przyznać. Bez względu na to ile lat mamy teraz - zawsze będziemy idealizować to co było i bać się tego, co nas spotka.
Nie lubię porównywać tego filmu do Juno. Może są lekko podobne, ale Josh ma swój własny, ciekawy styl opowiadania z pozoru prostych historii. W dodatku aktorzy idealnie pasują do swoich ról.
Właśnie gra aktorska to kolejna mocna strona tego filmu. Richard Jenkins i Allison Janney jak zwykle doskonale wypadają na ekranie. Rola Any, czyli Elizabeth Reaser, nieco mnie śmieszy biorąc pod uwagę fakt, że w pewnym momencie Jesse wyśmiewa sagę Zmierzch. John Magaro (Dean) wzrusza do łez, za to Zac Efron, którego normalnie nie trawię - tutaj mnie autentycznie rozśmieszył.

Elizabeth Olsen & Josh Radnor


Elizabeth Olsen, czyli Zibby
Największe odkrycie Liberal Arts to najmłodsza z sióstr Olsen - Elizabeth, która gra w filmie Zibby. Cieszę się, że udało mi się obejrzeć film bez polskiego lektora, ponieważ mogłam usłyszeć niesamowitą barwę głosu Elizabeth. Nie wspominam już o jej niecodziennej urodzie. To wszystko sprawiło, że wykreowana przez nią postać Zibby naprawdę przyciąga. Polecam zobaczyć film chociażby ze względu na Elizabeth - aktorka na pewno Was oczaruje!
Josh Radnor zaciekawił mnie po seansie SzczęścieDziękujęProszęWięcej (o nim w innej notce). Dlaczego? Byłam zaskoczona, gdy okazało się, że odpowiadał on zarówno scenariusz filmu i jego reżyserię. W dodatku aktorzy, którzy się w nim pojawili odwalili kawał dobrej roboty - film naprawdę warto zobaczyć.
Bałam się jednak, że ciężko będzie utrzymać poziom SzczęścieDziękujęProszęWięcej. Josh całkowicie mnie zaskoczył. Podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej. Pomimo, że Liberal Arts nie pokazuje żadnej apokalipsy, nie jest filmem akcji, to zmusza widza do myślenia podczas seansu. Często łapałam się na tym, że postacie na ekranie mówiły dokładnie to, co w danej chwili przychodziło mi do głowy. Film nie jest oderwany od rzeczywistości - to jedna z jego mocnych stron. Bez względu na to ile masz lat i jakiej jesteś płci, znajdziesz w nim uniwersalne przesłanie dla siebie. Plus poznasz najbardziej strzeżony sekret ludzkości.
Jeżeli szukasz ciekawego, czarującego i inteligetnego filmu - poznaj Liberal Arts. Nie tylko dla moli książkowych!

sobota, 2 lutego 2013

Gdy seks przestaje być tabu - cz.1

Żyjemy w dobie rosnącej wolności seksualnej. Faceci bez wstydu przyznają się do oglądania filmów porno w Internecie, za to coraz więcej kobiet zarabia na życie swoim ciałem. Seks przestał być tabu, stał się metodą zarabiania pieniędzy.

 

Czasami chętnie cofnęłabym się do czasów, w których obowiązywała cenzura. Męczą mnie pojawiające się ciągle w reklamach nawiązania do seksu. Dosyć mam cycków i męskich tyłków w filmach, niestety głównie zależy mi na fabule.
Na przekór sobie postanowiłam obejrzeć parę filmów, które opowiadają właśnie o współczesnym seksie. Na pierwszy ogień poszły dwa, dobrze ocenianie przez krytyków filmy: Wstyd i Raj: Miłość. W ciekawy sposób pokazują jak kobiety i mężczyźni podchodzą współcześnie do swojej cielesności.

UWAGA - opisane przeze mnie filmy nadają się dla widzów powyżej 18 roku życia :)

Raj: Miłość


Dokument o seksturystyce w Kenii przytłacza. Kobiety zdają sobie sprawę, że są atrakcyjne fizycznie przez około 20 lat. Nie tylko mężczyźni przechodzą kryzys wieku średniego - panie również może to spotkać. Niestety jest bardziej bolesny w skutkach.
Główna bohaterka dokumentu - Teresa - wybiera się na zasłużone wakacje do odległej, nieco magicznej Kenii. Cudowne plaże, wspaniały widok z hotelu i atrakcje przygotowane dla turystów sprawiają, że Kenia naprawdę wygląda jak Raj.
Teresa poznaje w hotelu inne turystki z Europy, które przyjeżdżają na czarny kontynent, aby zaznać odrobiny miłości. Za pieniądze. Układ jest prosty - biała kobieta ma poczuć się adorowana i kochana, czarny mężczyzna - dostanie za to pieniądze, samochód, mieszkanie...
Brzmi strasznie?
Według mnie nie różni się to niczym od tego, czego wymagają od swoich kochanek starsi mężczyźni z Europy. Razem z główną bohaterką przechodzimy cały proces "inicjacji" krok, po kroku. Na początku Teresa wierzy w dobre intencje podrywających ją mężczyzn, niestety boleśnie przekonuje się, że zależy im tylko i wyłącznie na jej pieniądzach. Jest to cena, jaką musi zapłacić za ulotne uczucie bycia kochaną i pożądaną.
Obraz jest szalenie smutny i zmusza do refleksji. Jaka przyszłość czeka na Ciebie? Czy mając 40+ lat  dalej będziesz czuła się atrakcyjnie?
Jeżeli jesteś kobietą - może przerazić Cię wizja przyszłości pokazana w filmie. Jeżeli jesteś facetem - film pomoże Ci zrozumieć, czego kobiety potrzebuje każda kobieta bez względu na jej wiek.
Polecam wszystkim zainteresowanym tematem i fanom filmów dokumentalnych.

Wstyd


Jeden z najgłośniejszych filmów minionego roku. Dlaczego? Ktoś w końcu odważył się nakręcić film o seksualności współczesnych mężczyzn.
Michael Fassbender wciela się w postać Brandona, faceta uzależnionego od seksu. Na co dzień Brandon spędza godziny gapiąc się na porno, rozmawiając na seks-czatach, albo uprawiając seks z dziwkami. Jego życie jest całkowicie pozbawione emocji, za to pełne cielesnych uniesień.
Wszystko się zmienia, gdy nagle wprowadza się do niego siostra - zagrana genialnie przez Carey Mulligan. Oboje zaczynają borykać się ze swoimi problemami i rozpoczyna się proces ich naprawy.
Michael stworzył genialną postać. Oglądając film miałam ochotę uderzyć Brandona w twarz, krzesłem. W dodatku twórcy wykreowali świat, który niczym nie różni się od naszej codzienności. Facetom coraz trudniej się podniecić, gdy wszędzie widać cycki i nagie kobiety, nie mówiąc już o zaangażowaniu się uczuciowo. Sissy - siostra Brandona - również przypomina mi wiele moich koleżanek, szukających miłości nie tam, gdzie powinny.
Wstyd to boleśnie współczesny obraz o relacjach międzyludzkich. Żyjemy w zawrotnym tempie i czasami ciężko chociaż na chwilę się zatrzymać. Możemy szybko zaspokoić swoje potrzeby, nie potrafimy jednak budować trwałych relacji i boimy się uczuć.
Polecam. Kobiety dowiedzą się czegoś więcej o współczesnych samcach. Mężczyźni - mogą obejrzeć Wstyd ku przestrodze.


c.d.n.

środa, 30 stycznia 2013

Niemożliwe

Tym razem coś dla miłośników filmów katastroficznych. Niemożliwe opowiada historię jednej z rodzin, którą zaskoczyło tsunami w Tajlandii w 2004 roku. Zamiast wymarzonych wakacji w Boże Narodzenie, musieli stanąć twarzą w twarz z żywiołem i walczyć o życie.

 

Ciężko ocenić ten film. Jest to paradokument, który ma przybliżyć wydarzenia z 2004 roku. Przypomina trochę film z cyklu "pora na dokument", w którym pojawiali się nieznani aktorzy, a scenariusze filmów opierały się na prawdziwych zdarzeniach.
Niestety mam nieodparte wrażenie, że Naomi Watts i Ewan McGregor mogliby zostać zastąpieni dowolnymi aktorami i film na niczym by nie ucierpiał. Gra aktorska nie ma w tym przypadku większego znaczenia.

Ale o co chodzi?

Najważniejszą postać w Niemożliwe to opowiadana historia. Ciąg następujących po sobie zdarzeń i świadomość, że to wszystko działo się naprawdę całkiem niedawno może przytłoczyć widza. Pamiętam zdjęcia pojawiające się w mediach po katastrofie - scenografia idealnie oddaje wygląd wybrzeża po przejściu tsunami.
Jest to jeden z najsmutniejszych obrazów ostatnich lat. Nawet największy twardziel może się rozkleić podczas seansu. Nie ma tu zbyt wielu efektów specjalnych, za to wszystko co widzimy na ekranie wydaje się być niesamowicie realne.
Jeżeli chodzi o duet Watts i McGregor - wydaje mi się, że pojawienie się dwóch sławnych aktorów, których dawno nie widzieliśmy w kinie, to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy. To jedyne dwie sławne osoby występujące w filmie. Gdzieś na chwilę, na drugim planie mignie nam Geraldine Chaplin, ale sądzę, że niektórzy mogą jej nawet nie rozpoznać. Pozytywnie zaskakują za to mali aktorzy, którzy bardzo wczuli się w odgrywane role i świetnie wypadają na ekranie.

Niemożliwe kino

Zanim udacie się do kina uprzedzam - to nie jest kolejny film w stylu Pojutrze, 2012 i innych. Nie znajdziecie tu wielu efektów specjalnych, które mogą wyglądać ciekawie na dużym ekranie. Sceny z falą i jej przechodzenie przez wybrzeże trwają maksymalnie 20 minut - cały film trwa prawie dwie godziny.
Film jak najbardziej nadaje się do obejrzenia w domowym zaciszu. Historia jest na tyle przygnębiająca i przytłaczająca, że stanowczo odradzam oglądanie tego filmu na randce. Przed seansem radzę przygotować zapas chusteczek - bez względu na płeć osoby oglądającej film.
Polecam zobaczyć Niemożliwe wszystkim, którzy śledzili wydarzenia z 2004 roku. Jeżeli jesteś fanem katastroficznych filmów paradokumentalnych - to coś dla Ciebie. Fanom Naomi Watts i Ewana McGregora, którzy chcą obejrzeć Niemożliwe ze względu na swoich ulubionych aktorów - stanowczo odradzam. Jeśli jesteś smutny, przygnębiony, zdołowany - ten film tylko Cię dobije.
Mimo wszystko polecam zobaczyć Niemożliwe, najlepiej w domowym zaciszu.


wtorek, 29 stycznia 2013

Girl in progress

O tym, że nie jest łatwo być dziewczyną powstało już wiele filmów. Girl in progress ma w sobie jednak pewną świeżość i idealnie nadaje się na babski wieczór. Warto zobaczyć świetną Cierrę Ramirez i Evę Mendes w zupełnie nowej roli.

 

Nie zaczęłam oglądać tego filmu świadomie. Muszę się przyznać, że trafiłam na niego przypadkiem i był jednym z pierwszych linków, który wyświetlił się w powiązanych filmu Liberal Arts (o tym następnym razem). Niestety filmu z siostrą Olsen nie udało mi się znaleźć, ale za to nieźle spędziłam czas razem z Ansiedad i Grace.
Uprzedzam, że do filmu byłam nastawiona w 100% negatywnie, za to Eva Mendes jest w moim mniemaniu jedną z najbardziej przereklamowanych aktorek. Trailer również nie powalił mnie na kolana, a średnia ocen na IMDB i Filmwebie tylko potwierdziła mnie w przekonaniu, że to film "na potem".

Być kobietą, być kobietą...

Chyba każda mała dziewczynka marzy o tym, żeby wyrosnąć na piękną i podziwianą kobietę. Girl in progress właśnie o takiej przemianie opowiada, ale w nieco przewrotny sposób. Ansiedad świadomie buduje swoją drogę do dorosłości powielając schematy pojawiające się w literaturze i filmie. Co znajduje się na jej liście? Bycie grzeczną dziewczynką, zwrócenie na siebie uwagi najpopularniejszej dziewczyny w szkole, a na końcu - stracenie dziewictwa ze szkolnym bad bojem.
Cała historia opowiedziana jest z lekkim przymrużeniem oka i w pewnym momencie scenariusz przemiany, który stworzyła Ansiedad - zaczyna żyć własnym życiem. Cierra Ramirez doskonale wcieliła się w rolę młodej buntowniczki i muszę przyznać, że urzekła mnie swoją urodą. Zapewne jak dorośnie pobije urodą Evę Mendes.
Właśnie - co z moją "ulubioną" aktorką?
Grace to lekko zagubiona młoda matka, która stara się jakoś utrzymać koniec z końcem. W układzie matka-córka wydaje się, że to ona wymaga więcej opieki niż jej dorastające dziecko. Gril in progress pokazuje, że to Ansiedad zajmuje się domem.
Mimo wszystko muszę przyznać, że Mendes pozytywnie mnie zaskoczyła. Po n-tej roli prostytutki/narkomanki, która wikła się w dziwny romans z gangsterem, widzimy ją nagle w roli mamy. Wypadła całkiem znośnie na ekranie, chociaż Cierra bardziej przemawia do mnie jako aktorka.

Girl in progress

Pomimo średnich opinii na portalach internetowych - polecam film wszystkim paniom. Panom również, może dzięki temu dowiedzą się o nas, kobietach czegoś więcej.
Nie jest to kolejny denerwujący i oderwany od rzeczywistości obraz, który pokazuje nam całkowicie zniekształconą wizję świata. Girl in progress to dobra rozrywka bez względu na wiek, stan cywilny i miejsce zamieszkania. W wolnym tłumaczeniu na polski tytuł filmu oznacza "dziewczyna w trakcie realizacji". I tak też się poczułam po jego obejrzeniu - jak ktoś, kto jeszcze do końca się nie określił i poszukuje siebie. W filmie dorasta nie tylko Ansiedad, ale także Grace - do roli mamy.
Ja za na to następnym razem zamiast polegać na opiniach innych i trailerze, zobaczę pierwsze dziesięć minut filmu.


piątek, 25 stycznia 2013

Królowa Wersalu, czyli miłość w czasach kryzysu

Znalazłam w Internecie news o tym, że ktoś porywa się na zbudowanie kolejnego Wersalu. Okazało się również, że powstał film dokumentalny na ten temat. Nie mogłam tego przegapić!

Chyba każdy z nas marzył o tym, że chociaż przez jeden dzień miałby do dyspozycji nieograniczoną ilość pieniędzy. Prywatny odrzutowiec, najlepsze samochody, ogromna willa ze służbą, najlepsze ciuchy, perfumy... dosłownie wszystko, czego dusza zapragnie.
O takiej rodzinie opowiada ten film. Chociaż ciężko nazwać tę grupę osób rodziną. Senior rodu David Siegel i jego trophy wife Jackie cieszą się swoją fortuną i planują budowę największego domu na świecie - kopii Wersalu. W tym momencie do akcji wkracza reżyserka Lauren Greenfield, która uwiecznia na taśmie cały proces powstawania niezwykłej posiadłości.

Uwaga - spojlery!

Jest to chyba jeden z najsmutniejszych obrazów współczesnej rodziny, jaki widziałam do tej pory. Jackie więcej uwagi poświęca swoim zwierzakom niż dzieciom. Maluchom kupuje jedynie całe wózki (dosłownie!) zabawek. Dzieciaki są rozpieszczone do granic możliwości.
David Siegel to typowy miliarder. Doszedł do swojej fortuny ciężką pracą, po drodze zdarzyło mu się ożenić, spłodzić kilkoro dzieci, ale jego zainteresowanie skupia się głównie na biznesie i pieniądzach.
Dość drastycznie są pokazane relacje pomiędzy małżonkami. W pewnym momencie Greenfield zadaje pytanie Jackie, czy jej mąż ma w niej wsparcie. Kobieta wypowiada się o nim w samych superlatywach, wspiera go, ale podkreśla, że większości rzeczy i tak dowie się dopiero wtedy, gdy obejrzy film. Co na to samo pytanie odpowiada David? Traktuje swoją żonę jak kolejne dziecko i kompletnie jej nie ufa. Mówi to wprost.
Film nie byłby tak ciekawy, gdyby nie fakt, że podczas jego kręcenia doszło do ogromnego krachu na giełdzie (2008 rok), który natychmiast zaczął oddziaływać na rodzinkę Siegelów.

Detronizacja

Wielki upadek rodziny Davida sprawia, że muszą zacząć na nowo organizować swoje życie i biznes. Byłam naprawdę zdziwiona, gdy okazało się, że Siegel ma dorosłego syna, którego widzimy od początku na ekranie (jest szefem jednego z jego hoteli).
Sytuacja zmienia się diametralnie i nagle rodzina musi zrezygnować z ociekającego złotem nowego domu. David zmienia się w całkowitego gbura, za to Jackie - za wszelką cenę stara się załagodzić sytuację.
Muszę się tu do czegoś przyznać - na miejscu Jackie zdzieliłabym Davida patelnią. 
Ciekawe jest jednak to, że tak otwarcie mówi o niektórych swoich niecnych czynach przed kamerą. Sugeruje nawet, że to on przyczynił się do wybrania George W. Busha na prezydenta.
Królowa Wersalu to obraz ukazujący chaos podczas wielkiej recesji. Tak naprawdę nikt to końca nie wiedział co się stanie i kiedy nastąpi poprawa. Widz może także zobaczyć jak mogłoby wyglądać jego, gdyby jednak posiadał wymarzone miliardy na swoim koncie.
Obraz przedstawiony przez Greenfield nieco przeraża. Nagle wszystko staje na głowie i tragedią okazuje się fakt, że rodzina Siegelów musi zredukować liczbę służących (!). Przez większość filmu czułam zażenowanie połączone z rozbawieniem.
Nie jest to dzieło wybitne, ale warto je zobaczyć w wolnej chwili.

środa, 23 stycznia 2013

Współczesny seks w wielkim mieście

Lena Dunham to wielka wygrana tegorocznych Złotych Globów. Wyemitowano dopiero pierwszy sezon, a sezon Girls już zdobył dwie nagrody. Czy powtórzy sukces Ally McBeal i Seksu w Wielkim Mieście?

Raz na jakiś czas pojawiają się seriale o kobietach i dla kobiet, które ogląda się z czystą przyjemnością. Nowe dzieło Leny to coś dobrego dla przedziału wiekowego 20+. Akcja toczy się w Nowym Jorku, ale mam wrażenie, że równie dobrze mogłaby to być Warszawa, Praga czy Moskwa.

Cztery kobiety kontra reszta świata

Shoshanna, Jessa, Marnie i Hannah to przyjaciółki, które łączy jedno - wszystkie stają przed ważnymi wyborami, które mocno zaważą na ich przyszłości. Stanowią ciekawą i śmieszną mieszankę, która uzależnia. Dosłownie.
Shoshanna grana przez Zosię Mamet jest lekko stuknięta, chyba najbardziej nieprzewidywalna z nich wszystkich. Zaskakuje widza z odcinka na odcinek, a jej totalny brak dopasowania do współczesnych realiów uroczy. Jest również (UWAGA SPOJLER!) jedyną dziewicą w całej paczce. Zosia jest córką scenarzysty Hannibala, Davida Mameta.
Jemima Kirke wciela się w postać Jessy - wolnego, artystycznego ducha, który nic nie musi. A nawet jest przeciw! Przypomina trochę postać przeniesioną żywcem z lat 60-tych. Chociaż w filmie gra postać uczuloną na wszelkie zobowiązania (do czasu!), to w życiu prywatnym jest szczęśliwą żoną i ma dwoje dzieci.
Allison Williams to serialowa Marnie. Najbardziej denerwująca ze wszystkich bohaterek. Niesamowicie perfekcyjna, w dodatku ma wszystko. Pracę, urodę i przesadnie miłego chłopaka, z którym spotyka się od wielu lat. Mimo wszystko czuje się niespełniona. Szczęście nie trwa jednak długo, bo nagle cały jej świat staje na głowie.

Lena Dunham

Czyli Hannah i twórca serialu. Całkowicie pokręcona i boleśnie współczesna postać. Nie jest piękna, za to realna. Często mijamy takie dziewczyny na ulicy. Potargane włosy, niedbały strój. Serial zaczyna się w momencie, w którym rodzice Hannah zabierają jej kieszonkowe - jedyne źródło utrzymania. Od tej pory dziewczyna musi radzić sobie sama. Teoretycznie brzmi to śmiesznie, ale znam wielu znajomych, którzy mając dwadzieścia parę lat dalej są na utrzymaniu rodziców.
Kolejny problem pojawiający się w serialu to faceci. Bez nich źle, a jak już są, to jacyś tacy nie tacy. Lena doskonale pokazuje, że bez względu na to jaki mężczyzna się trafi - zawsze znajdziemy w nim coś co nas irytuje. Adam to psychopata nimfoman, Charlie stara się za bardzo, Ray to denerwujący kumpel, który sam nic nie zrobi, ale doradza, za to Elijah - były chłopak, który dzięki nam zdał sobie sprawę, że jest gejem (!).
Dlaczego Lena Dunham zgarnęła Złote Globy dla najlepszego serialu komediowego i aktorki?
To kobieta orkiestra. Pisze scenariusz, reżyseruje i gra. W dodatku cholernie dobrze. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podglądam głównych bohaterów podczas ich najbardziej intymnych sytuacji w życiu. Oglądanie Girls to jak zaglądanie do kobiecego dziennika schowanego przed wszystkimi pod łóżkiem.
O Lenie będzie jeszcze głośno, dziewczyna ma talent. Wszystkim polecam obejrzeć również film krótkometrażowy Mebelki z jej udziałem. Znajdziecie tam niektórych aktorów z obsady Girls oraz mamę Leny.
W czym tkwi siła tej niepozornej dziewczyny?
Sprawia wrażenie, że się nie stara. Jest zwyczajna. Chyba tego właśnie brakuje w pokręconym świecie kreowanym przez seriale i filmy. Odniesienia do rzeczywistości.
Polecam Girls zarówno płci pięknej i tej brzydszej. Kobiety znajdą w Dziewczynach część siebie, może nawet spojrzą łaskawszym okiem na swoich przyjaciół i drugą połówkę. Faceci - dowiedzą się co siedzi nam w głowie i o czym rozmawiamy z innymi kobietami.


wtorek, 1 stycznia 2013

Najlepsze filmy 2012

Pokusiłam się o małe zestawienie zamykające 2012 rok. Może ktoś z Was także zamierza spędzić Sylwestra/Nowy Rok w domu i szuka ciekawych filmów. Postawiłam na oceny widzów. Na pierwszy ogień poszedł Filmweb.

 

Osoby korzystające z IMDb wiedzą, że można znaleźć tam ciekawe statystyki odnośnie w filmów. Wszystko pięknie, ładnie, ale połowa z nich wejdzie do kin w naszym kraju dopiero za parę miesięcy.
Postanowiłam sprawdzić polski odpowiednik IMDb - Filmweb. Szukałam tylko filmów z 2012 roku, które miały ponad tysiąc głosów i średnią głosów od 7 punktów wzwyż. Nieco zaskoczyły mnie filmy z pierwszej trójki - zresztą zobaczcie sami!


1. Hobbit - średnia ocen: 8,3; ilość głosów: 23 747.
Żadne zaskoczenie - wiele osób zacierało ręce, gdy tylko dowiedziały się, że Hobbit ma doczekać się ekranizacji. Osobiście martwi mnie fakt, że film będzie miał aż trzy części. Wybieram się na niego dopiero po Nowym Roku. Trailer - miodzio. Jestem ciekawa, czy film sprosta tak wysoko postawionej poprzeczce.

2. The Perks of Being Wallflower - średnia ocen: 8,1; ilość głosów: 2 922.
I tu pojawiło się pierwsze zaskoczenie. Spodziewałam się bardziej jakiś Avengersów, Batmana, Bonda... a tu proszę! Film już widziałam i mogę go z czystym sumieniem polecić wszystkim, którzy chcą zobaczyć Emmę Watson w nieco innej roli. Film opowiada historię grupy nastolatków. Nie, w niczym nie przypomina Haj Skul Mjuzikalu i innych tego typu wpocin. Bohaterzy są do bólu prawdziwi. Polecam.

3. Marina Abramović: artystka obecna - średnia ocen: 8,0; ilość głosów: 1 211.
WOW! Film załapał się do mojego subiektywnego zestawienia rzutem na taśmę. Nie zmienia to faktu, że warto go obejrzeć. Coś tam kiedyś słyszałam o Marinie, nigdy jednak nie zaciekawiły mnie na tyle, żeby przyjrzeć się bliżej tej postaci. Artyska obecna opowiada trochę o historii Mariny, pokazuje jej przygotowania do performance, o którym było dosyć głośno w mediach. Obraz pokazuje ciekawą, już nieco starszawą panią, pokonującą kolejne tabu. Kino ambitne, nie dla wszystkich.

4. Miłość - średnia ocen: 8,0; ilość głosów 5 331.
Ciekawe zestawienie razem z Mariną Abramović. Czyżby filmy przeznaczone dla mniejszego grona odbiorców zaczęły przyciągać więcej widzów? Seans Miłości jeszcze przede mną. Do tej pory słyszałam o tym filmie tylko dobre opinie. Złota Palma zdobyta w Cannes. Polecam i muszę zobaczyć!

Tak wygląda pierwsza trójka najlepszych filmów 2012 roku (Miłość i Artyska Obecna mają taką samą średnią ocen). Przyznam, że jestem mega poztywnie zaskoczona. Wiem, że Marina Abramović załapała się do rankingu rzutem na taśmę - nie zmienia to jednak faktu, że widownia przyjęła go bardzo dobrze.

Kolejne miejsca zajęli:

5. Mroczny rycerz powstaje - średnia ocen: 7,9; ilość głosów: 78 924.

6. Bogowie ulicy/Koniec zmiany - średnia ocen: 7,8; ilość głosów 9 716.

7. Tylko Ciebie chcę/Trzy metry nad niebem - średnia ocen: 7,7; ilość głosów 9 010.

8. The Avengers - średnia ocen: 7,7; ilość głosów 72 807.

9. Skyfall - średnia ocen: 7,7; ilość głosów 54 147.

10. Kochankowie z Księżyca - średnia ocen: 7,6; liczba głosów: 9 502.


+ Najwyżej oceniona animacja z zeszłego roku:
Fankenweenie - średnia ocen: 7,3; liczba głosów: 5 356.

Jestem ciekawa co przyniesie nowy rok. Z tego co zdążyłam zauważyć, będzie to rok, w którym zobaczymy dużo części n-tych filmów. Ja czekam na coś oryginalnego.

A Wy - jakiego filmu w tym roku wyczekujecie najbardziej?

niedziela, 30 grudnia 2012

Najlepsze seriale na koniec świata

Małe podsumowanie 2012 roku i wszystkiego co wydarzyło się przed końcem świata. Zacznę od seriali (bo jest ich mniej niż filmów). Nie tylko tych z 2012, ale wszystkich dobrych seriali, które powstały do tej pory. Sex, drugs and rock'n'roll proszę Państwa!

 

Długo myślałam nad tym, co powinno znaleźć się w moim prywatnym zestawieniu najlepszych seriali EVER. Podzieliłam wszystko na kategorie, żeby łatwiej było znaleźć to, co może zainteresować widzów. Plus w końcu uporządkuję sobie w końcu swoją listę ulubionych. Odliczanie czas zacząć.


1. Ukochany serial (czyli coś, co mogę oglądać non stop)


Miejsce pierwsze otrzymują Kochane Kłopoty (Gilmore Girls). Serial obyczajowy, opowiada o losach dwóch super babek. Nie, nie są bohaterkami godnymi Avengers, czy innego Spider Mana. Matka & córka kontra reszta świata - tak najprościej można opisać ten serial.
Dlaczego właśnie ten jest według mnie najlepszym z najlepszych?
Poznałam go w czasie wielkiego boomu na Klany i inne Miłości na Z, gdy dodatkowo jak grzyby po deszczu wyrastały seriale o wielkim końcu świata. Nie jest to typowy serial dla nastolatków, bliżej mu do kina familijnego. Wyróżnia go ciekawy, nieco sarkastyczne poczucie humoru, brak sztampowej fabuły (nikt tu nikogo nie porywa, ani nie zabija, gdy brakuje już pomysłów na kolejny sezon serialu).
Ma wyjątkowe właściwości rozluźniające i poprawiające humor. Akcja rozgrywa się w urokliwym małym miasteczku, zaś aktorzy świetnie wcielili się w swoje role (Alexis Bledel i Lauren Graham są boskie!).
Czego chcieć więcej od serialu?
Jak dla mnie Kochane Kłopoty to mistrzostwo świata.



2. Najlepszy serial kryminalny


I tutaj mam już problem. Uwielbiam seriale kryminalne, wszelkiego rodzaju zagadki, tajemnicze zbrodnie i mrożących krew w żyłach złoczyńców. Zacznijmy więc od początku.


 CSI - KOCHAM!
 Jeden z najlepszych seriali kryminalnych oraz pierwszy, który mogłam oglądać w domu już jako nastolatka. Pamiętam, że czekałam na CSI Las Vegas cały tydzień, potem przyszedł czas na CSI New York i Miami.
Każdy serial skupia się na jednej z jednostek CSI w danym mieście. Możemy podglądać pracę detektywów, razem z nimi próbować rozwiązać zagadkę tajemniczych morderstw. Wszystko to okraszone dobrą grą aktorską oraz ciekawą fabułą, która pozwala poznać bohaterów również poza ich miejscem pracy.
Świetne dialogi, fabuła, porywająca akcja, tajemnice - serial jest dobry dla osób, które szukają dobrej rozrywki i wciągającej akcji. Odpowiedni zarówno dla facetów i kobiet. Idealnie komponuje się z piwem.


Ostatnio poznałam serial o pewnym specyficznym rudzielcu. Nie wyróżnia się wyglądem, za to jego hobby mrozi krew w żyłach. Dosłownie.
DEXTER, czyli objawienie jeżeli chodzi o seriale kryminalne ostatnimi czasy. Właściwie to powinna powstać zupełnie inna kategoria specjalnie dla tego serialu. Znałam już do obrzydzenia fabułę seriali, w których potępia się złoczyńców. Oto przedstawiam Wam coś nowego.
Nie wiem jak wytłumaczyć to, że co sezon zaciskam mocno kciuki, żeby nie złapali faceta, który w każdym odcinku zabija conajmniej jedną osobę? Jak wytłumaczyć to, że życzę źle tym, którzy depczą mu po piętach?
Odpowiedź jest prosta – serial pozwala widzowi spojrzeć na postać zabójcy z zupełnie innej strony. Przedstawienie zbrodni z innej perspektywy to coś zupełnie nowego, świeżego i odkrywczego. Do tej pory wysililiśmy się, żeby pomóc dobrym złapać złych. Teraz kombinujemy razem ze złym, jak zatrzeć ślady po jego zbrodniach.
Dextera polecam wszystkim, którzy lubią zagadki. Każdy sezon oprócz przedstawienia historii głównych bohaterów, ukazuje również postać innego mordercy, którego wszyscy chcą dorwać. Uprzedzam, że serial wciąga. Chociaż widziałam już w internecie opinie, że z sezonu na sezon jest coraz gorzej, to przyznam z ręką na sercu – chciałabym, żeby wszystkie seriale tak się pogarszały
Zdecydowany nr 1 ostatnich miesięcy. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Na uwagę zasługują również: Veronica Mars (bardziej dla nastolatków), wszelkie seriale o Sherlocku Holmesie (ze względu na postać detektywa), Wzór (łamacze kodów), Kości (prosektorium od środka).


3. Najlepsze seriale historyczne. 


Lubię ten przepych, dawne intrygi i romanse. Dodatkowy plus wszelkich seriali historycznych to stroje. Dlatego też specjalna kategoria, a co! 

Dynastia Tudorów – mniam! Przepyszni aktorzy, świetnie pokazane życie Henryka VIII, stroje, wnętrza. Cud, miód i maliny. Czasami miałam niesamowitą ochotę plasnąć postaci w twarz, chwilę potem je przytulić. 
Jest to zdecydowanie mój numer jeden jeżeli chodzi o seriale tego typu. Historia Henryka VIII zafascynowała mnie już wcześniej. Lubię również wszelkie filmy, które powstały na jej podstawie. 
Serial pełen akcji, intryg, przystojnych aktorów i pięknych aktorek, które idealnie wcielają się w swoje role. Postacie są wyraziste, historia ciekawie opowiedziana. Poczujecie się jak w Big Brotherze nadawanym wprost z XVI-wiecznej Anglii.
Zdecydowanie polecam

Gra o Tron – na początku byłam do niej totalnie sceptycznie nastawiona, chociaż poleciła mi ją ta sama osoba, przez którą zaraziłam się Housem. Spodziewałam się totalnej, przereklamowanej masakry, która miała marnie imitować oryginalne dzieło. Myliłam się. 
Otrzymałam ciekawą i wciągającą historię rodów zamieszkujących Westeros. Widoki zapierające dech w piersiach, świetni aktorzy i ciekawa fabuła – to wszystko przyciągnęło mnie na dłużej. Pierwszy sezon połknęłam w całości bez popijania. Zdenerwowałam się strasznie, gdy okazało się, że bardzo długo będę musiała czekać na drugi. Teraz nie mogę doczekać się marca 2013 i sezonu trzeciego.
Gra o Tron nie pozwala widzowi na bierność. W jednej chwili główny bohater ginie i postacią centralną staje się ktoś, kto do tej pory grał drugie skrzypce.
W Internecie czytałam już wiele opinii na temat tego serialu. Polecam jednak zobaczyć samemu parę pierwszych odcinków, żeby samemu wyrobić sobie zdanie. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

4. Najlepszy serial medyczny.


No i tu miałam ciężki orzech do zgryzienia, bo uwielbiam seriale medyczne. Nie wiem co mnie kręci w ratowaniu życia – może to przez polską służbę, która wydaje się być tak daleka od tego co widać w zagramanicznych serialach. 

Pierwsze miejsce idzie bezapelacyjnie dla Ostrego Dyżuru (ER). Czemu? Bo to protoplasta gatunku! Od niego wszystko się zaczęło i to właśnie ER pokazał, że ludzie chcą oglądać tego typu seriale. 
Dodatkowo to wylęgarnia nowych gwiazd (nie tak jak u nas – cmentarzysko aktorów, którym skończyły się role w filmach). Serial prosty, ciekawy. Idealny do popołudniowej kawy i ciastka. Coś na rozluźnienie, pokrzepienie i poprawę humoru.
Jeżeli uważasz się za miłośnika Housa, Chirurgów, Horych Doktorów i innych - ER to Twoja lektura obowiązkowa.


Dr House, och Dr House!
Fenomenalny, nieprzeciętny, ciekawy. Ciężko przejść obok niego obojętnie, serial albo się podoba, albo się go nienawidzi. Wspaniała gra Hugh Lauriego i idealnie dobrani aktorzy do ról drugoplanowaych. Dziękuję za wspaniałą 13, czyli Olivię Wilde!
W odróżnieniu do ER, House skupia się głównie na jednej postaci, uzależnionego lekarza o bardzo ciętym języku. Serial jest idealny dla osób, które mają dość cukrzenia, są diabetykami i wolą krnąbrne postaci. 
Nigdy nie chciałabym leczyć się u lekarza podobnego do Housa.
Ciężko opisiać ten serial słowami - to trzeba zobaczyć. Chociaż jak każdy serial, ten także ma lepsze i gorsze sezony, to dotrwałam do końca (możliwe, że z czystej ciekawości jak zakończy się ta ostra jazda bez trzymanki).
Polecam. Chociażby po to, żeby mieć własne zdanie. I zobaczyć jedną z ważniejszych ról boskiej Olivii Wilde.

5. Godne uwagi.


Czyli wszystkie inne ciekawe seriale, które zebrały się przez lata.

- Słowo na L (L word)- serial stworzony przez kobietę, o kobietach i dla kobiet. Jeżeli chcesz się czegokolwiek dowiedzieć o płci pięknej - zobacz parę odcinków. Historia paczki przyjaciółek opowiedziana w momencie pojawienia się "tej nowej". Mało przemocy, trochę alkoholu. Warto zobaczyć nie tylko ze względu na genialne sceny seksu (a jest ich dużo!). Polacam.

- Zagubieni  (LOST) - Zawiła fabuła, pełno tajemnic. Trochę thrillera, dramatu, wątków sci-fi. Jesteśmy rozbitkami na wyspie.Nie wiemy dokładnie, gdzie się znajdujemy. Nagle na niebie i ziemi zaczynają pojawiać się dziwne znaki mówiące, że nie jesteśmy sami na wyspie. Właściwie do końca nie wiadomo o co chodzi. Losy bohaterów splatają się w dziwny sposób, czasami jesteśmy przenoszeni do ich przeszłości, czasami do przyszłości. Widz sam przez cały czas jest zagubiony. Może wciągnąć. Jak dla mnie - zakończenie bardzo rozczarowuje. 

- 4400 - Powstał na fali LOST-ów. Nagle na ziemię powracają zaginione osoby. W dodatku nabyły one super nadprzyrodzone zdolności. Serial pokazuje ich życie na Ziemii. Powrót do "normalności". Ciekawa fabuła, chociaż czasami miałam wrażenie, że zdarzenia pokazane w serialu są naciągane do granic możliwości w swoim absurdzie. Mimo wszystko warto, bo serial potrafi wciągnąć. Plus za nowych, świeżych aktorów.

- Jak poznałem waszą matkę (How I met your mother) - czyli historia o tym ile zaliczyłem lasek, zanim poznałem waszą matkę. Serial z jajem, zabawny i ciekawy. Zabawa w kotka i myszkę z przeznaczeniem ukazana w całkiem innym świetle. Tym razem to nie zdesperowana kobieta snuje opowieść o swojej miłości i jej poszukiwaniu, ale całkiem zdrowo i pozytywnie zakręcony facet. Kultowy Barney Stinson, wiecznie młoda pani od zabaw z fletem z American Pie i zupełnie nowi, świetni aktorzy. Must see. Now!

- Jess i chłopaki (New Girl) - Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Zoey Deschanel! Przepyszny serial. Chociaż nie wiem, czy poświęciłabym mu więcej uwagi, gdyby nie Zoey Deschanel. Prawdziwa gratka dla fanów.

- M*A*S*H* - klasyk. Nie znasz - poznaj! Serial wojenno-medyczny o tym, co działo się na froncie w Korei. Świetny humor, ciekawe postacie i wojna w tle. Cięzko opisiać o czym jest ten serial - trzeba go po prostu obejrzeć. Gorące Wargi na pewno zrobią na was piorunujące wrażenie!

- Siostra Jackie - coś na wzór Dr House, ale tutaj nie leczą wszystkich na toczeń. Główna bohaterka to pielęgniarka, uzależniona od leków. Niby ma rodzinę, niby ma przyjaciół, ale to wszystko jej nie wystarcza. Ciekawe spojrzenie z innej strony na uzależenienie. Nie znajdziecie tu nudnych opisów przypadków i dużej ilości żargonu medycznego - serial bardziej skupia się na postaci lekarzy niż pacjentów. Polecam. Aktorzy pierwsza klasa. 


Prawdopodobnie zaraz przyjdą mi do głowy kolejne seriale, które warto zobaczyć. Możliwe, że zacznę dopisywać nowe pozycje do swojej listy. Na razie to tyle - 2012 już za chwilę!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Totalna porażka Niewiernych...

Zobaczyłam trailer Niewiernych w kinie i przyznam bez bicia, że podbił moje serce od razu. Wydawało mi się, że zobaczę dobrze nakręconą historię o dwóch kumplach zdradzających swoje żony. Coś zupełnie nowego, bez całej otoczki zbędnego dramatu. To był mój błąd.


Film zaczyna się od sceny, którą można zobaczyć w paru trailerach. I cholera widz zostaje zupełnie zaskoczony. Czemu? No bo przecież widziałam trailer! W dodatku miał całkiem niezłe plakaty reklamowe.
Ale zacznijmy od początku.
Zachwycam się kinem francuskim i uważam, że 2012 rok był niezwykle dobry, jeżeli chodzi o nowości, które nam dostarczyło. Mężczyźni od kuchni, Delikatność, Zakochana bez pamięci - mniam! Napaliłam się jak szczerbaty na suchary, że Niewierni to kolejna perełka do mojej kolekcji. Taka mała wisienka na torcie. Zrobiłam mały resercz, nie chciałam jednak czytać postów i recenzji ze spoilerami - i oto popełniłam swój pierwszy błąd!
Każdy kto widział zwiastun filmu Paris, je ta'ime wiedział od razu na co się pisze. Od razu wiadomo, że mamy do czynienia z krótkimi nowelko-opowieściami o Paryżu. Wiesz za co płacisz, co dostaniesz.
Dlatego tak się wkurzyłam, gdy okazało się, że Niewierni to jest film pełnometrażowy (chociaż to sugeruje trailer). To zbiór mini nowelek, skeczy, cholera wie czego, które łączy jeden wspólny temat - niewierność.
Szlag mnie trafił, gdy film nagle zaczął skakać z historii na historię. Jakby tego było mało, w każdej z nich główne postaci grane są przez tych samych aktorów. Poczułam się totalnie oszukana. Totalnie zdezorientowana oglądałam zlepek dalej.
Mój drugi błąd to oglądanie filmu dalej z nadzieją, że coś się poprawi. Najśmieszniejsze sceny wykorzystano w trailerze. To nie komedia - bliżej temu tworowi do dramatu.
Cieszę się, że nie poszłam na ten film do kina. Oglądanie go w domu pozwoliło mi zaoszczędzić kasę i przewinąć mniej ciekawe sceny.
Niestety przez skuteczną akcję reklamową, która zbudowała obraz filmu mijający się w pełni z tym, co można naprawdę zobaczyć na ekranie - oceniam go dosyć nisko. Wystarczyło nazwać go obyczjowym zbiorem nowel i byłby gites majonesss. Tak to wyszła kaszanka. Słaba.
Może jeszcze kiedyś do niego wrócę. Jedyną jego zaletą było to, że przypomniałam sobie o pewnym świetnym czeskim filmie, ale o nim wyskrobię pean innym razem.

A i nawet Paryż w tle niewiele tu pomógł!

środa, 12 grudnia 2012

Francuskie kino część 2

Kino najlepsze na chandrę. Dzisiaj na tapetę idą dwa nowe francuskie filmy o miłości- Delikatność i Zakochana bez pamięci. Fascunująca Juliette Binoche i cudowna Audrey Tautou powracają na ekrany kin. Z przytupem.


Delikatność Audrey

Nadrabiam zaległości po długiej nieobecności, dlatego zaczynam od tego, co lubię najbardziej - kina francuskiego.  Oba filmy obejrzałam ze względu na grające w nich aktorki. Audrey Tautou urzekła mnie postać Amelii, potem jej rola w Bóg jest wielki, a ja malutka, Bardzo długich zaręczynach, Miłość! Nie przeszkadzać, pokazała również pazur wcielając się w Coco Chanel.
Audrey ślicznie wygląda na ekranie, jest w pełni naturalną i uroczą aktorką. Wyróżnia się urodą na tle aktorek, do których przyzwyczaiło nas Hollywood. Nie sposób oprzeć się jej pięknym oczom spoglądającym na nas z ekranu. Niewinność, którą emanuje sprawia, że Delikatność dotyka widza jeszcze bardziej.
Nie zdradzę fabuły (nienawidzę tego w recenzjach!). Uważam, że warto chwilę poświęcić na obejrzenie Delikatności. Film opowiada o wszystkich aspetkach miłości. O stracie, rozkwicie i obawie przed ponownym zakochaniem. Pokazuje, jak delikatne i ulotne jest to uczucie. Film zdecydowanie nie nadaje się do oglądania z męską połówką (nawet jeżeli się rozczuli, nie będzie chciał tego okazać). Idealnie pasuje do dobrego wina, najlepiej francuskiego. Plus za piękny Paryż w tle.

Zakochana bez pamięci Juliette

Zakochana bez pamięci z Juliette Binoche to uczta dla oczu. Partnera Juliette gra ukochany Amelii - Mathieu Kassovitz. Nic dziwnego, że filmowa Marie pokochała go od pierwszego wejrzenia!
Film opowiada historię kobiety, która spotyka tego jedynego. Budzi się po wspólnie spędzonej nocy... kilkanaście lat później. Zakochana bez pamięci to studium ewolucji relacji międzyludzkich. W brutalny sposób zostaje pokazana współczesność. Któż z nas nie marzy o domu z zapierającym dech w piersiach widokiem (w filmie - cudny widok na wieżę Eiffla), najnowszym samochodzie i tysiącu rzeczy, które mają pomóc spełnić nam nasze najskrytsze marzenia. Niestety po drodze możemy zgubić naszą codzienność i ludzi, których kochamy/kochaliśmy. O tym właśnie opowiada ten film.
Niestety polskie tłumaczenie tytułu dosyć niefortunnie kojarzy się z Zakochanym bez pamięci, z którym ma niewiele wspólnego. Wolę o wiele bardziej tłumaczenie angielskie - Another Womans Life. 

Oba filmy polecam miłośnikom Francji i Paryża. Jeżeli jesteś już parę lat w związku - jest to dla Ciebie lektura obowiązkowa. Po seansie ma się ochotę przytulić najbliższą osobę i powiedzieć ile dla Ciebie znaczy. Filmy są zdecydowanie babskie, z lekką nutką humoru. Coś w sam raz na długie, zimowe dni. Idealne do grzańca i korzennych ciasteczek.
Jestem na tak. Tak!


wtorek, 30 października 2012

Looper, czyli porąbana Pętla czasu

Film akcji, o akcji w czasie akcji i akcji tuż po niej, czyli totalne zakręcenie z Brucem Willisem. Czekam na Die Hard 5. Może odzyskam o nim dobre zdanie. Duży plus za charakteryzację Josepha Gordon-Levitta.



Zapowiadało się całkiem nieźle. Zwiastun nie pokazywał zbyt wiele, ale zaciekawił mnie i moją bardziej męską połowę - tę od gier typu "zastrzelę ich wszystkich", "horrory to ja wciągam nosem na śniadanie", "jak nie ma wybuchów to się nie liczy" etc.

Dobry trailer to podstawa

Polecam zobaczyć zwiastun. Mistrzostwo świata. Film wygląda na wciągający, intrygujący, pełen zwrotów akcji, w dodatku z całkiem oryginalną fabułą. Aktorzy - budujący swoją markę Joseph Gordon-Levitt (w filmie praktycznie nie do rozpoznania), urocza Emily Blunt oraz gwiazda kina akcji Bruce Willis.
Tak się zastanawiam kto odpowiada za wysokie oceny filmu na filmwebie? W komentarzach widzę odzwierciedlenie moich odczuć po obejrzeniu Pętli czasu. Bo mamy o to nietuzinkowy pomysł na film, aktorów, którzy mają/wyrabiają sobie już pewną markę i kaszana.
Looper opowiada o podróżach w czasie. Właściwie to o płatnych zabójcach zabijających osoby podróżujące w czasie do przeszłości. Ot, kolejny pomysł mafii na pozbycie się niewygodnych osób. Moim zdaniem - mistrzowski.

Przyszła przeszłość

No i jak zwykle w tego rodzaju filmów pojawia się problem - czy jeżeli cofnę się w czasie i zmienię przeszłość, to jak będę ją pamiętać? Kim będę? Co się stanie?
I tu mam wrażenie, że scenarzysta/reżyser trochę się pogubili. Tytuł filmu (Looper) to neologizm stworzony ze słowa loop oznaczającego pętlę. Czyli, w wolnym tłumaczeniu, looper to ktoś zapętlony. Pojawia się zatem pytanie - czego możemy spodziewać się po takim oczywistym tytule? Wszystko ze wszystkim się łączy, miesza, w pewnym momencie człowiek musi sobie rozpisać wszystko na kartce, bo film jakby przeczył sam sobie.
Ciężko również zrozumieć zakończenie. Wyglądało tak, jakby scenarzysta sam nie wiedział jak zamknąć pętle i wybrał najgłupsze rozwiązanie. Po seansie siedzieliśmy z 10 minut i myśleliśmy, jak można spieprzyć tak dobrze zapowiadający się film. Akcja całkiem niezła, bez niepotrzebnych wybuchów jak w Transformersach, budowanie napięcia i dupa. Zimna, blada dupa.
Po filmie pozostaje jedno, wielkie rozczarowanie. Widz spodziewa się wybuchów na koniec, a dostaje... pole kukurydzy.

A tercet Bruce & Joseph & Emily bardzo ładnie się ogląda. Naprawdę.

środa, 24 października 2012

Upside down, czyli w wolnym tłumaczeniu przewróceni zakochani

Kirsten Dunst jest znana głównie z roli Mary Jane ze Spidermana. Po docenionej przez krytykę roli w Melancholii wraca na stare śmieci. Możemy zobaczyć ją w nietypowym romansie science fiction, który ciężko ocenić po pierwszym seansie.



Nie wiem od czego zacząć. Mamy tu głównych bohaterów o dość specyficznych imionach - Adam i Eden. Po zobaczeniu zwiastuna wiedziałam, że film warto zobaczyć tylko w kinie. Udało mi się nawet zaciągnąć na niego moją drugą połówkę rodzaju męskiego.
Odwróceni zakochani to film, który warto obejrzeć głównie ze względu na efekty specjalne. Można śmiało powiedzieć, że to jeden z najbardziej poetycko zrealizowanych obrazów science fiction jakie widziałam od dawna. Kolory dobrane idealnie, muzyka w pełni oddaje nastrój głównych postaci.
Niestety po seansie pozostał pewien niedosyt. Facetowi się podobało, bo były fajne efekty specjalne. Ja za to w pewnym momencie nie wiedziałam już o czym jest ten film. Przyjemnie się na niego patrzyło, ale nie wzbudził we mnie większych emocji. Para Adam + Eden była jakaś taka nijaka.
Aktorzy spisali się całkiem nieźle. Kirsten i Jim najprawdopodobniej doskonale wpisali się w mdły scenariusz. A szkoda. Brakuje tu prawdziwych emocji, które powinny aż wylewać się z ekranu. Zamiast tego mamy parę absurdalnych pościgów nakręconych na blue screenie i ładne obrazki.
Czy polecam ten film?
Na pewno warto go zobaczyć chociażby po to, żeby poznać możliwości współczesnej techniki. Polecam w wersji kinowej, albo w naprawdę dobrej jakości HD (oczywiście wypożyczone/kupione DVD, żadne tam ściąganie z Internetu/oglądanie online!).
Jeżeli szukacie w filmie Upside Down jakiejś głębi, znajdziecie jej dokładnie tyle samo, co w Spidermanie. Z jedną różnicą - przewróceni zakochani mają o wiele ciekawsze efekty specjalne. Film dla maniaków i fanów science fiction oraz Kirsten i Jima.
Zdecydowanie nie polecam poszukiwaczom komedii romantycznych.

Oh yes, mister Lincoln!

Szajs, dno, beznadziejna, kolejny głupi film 2012, wampiry sriry - to miałam w głowie, gdy dowiedziałam się, że ma powstać o nich kolejny film. W dodatku z Lincolnem (nie Fordem) w roli głównej. I co? I jak?

 

Się zaskoczyłam. Prawdopodobnie z powodu totalnie negatywnego nastawienia do filmu całkiem dobrze się na nim bawiłam. Spodziewałam się czegoś w rodzaju sagi Zmierzch, z przerysowanymi postaciami i zabawnymi wampirami, które mają nas nastraszyć.
Nie jest to film wybitny mówiący o tym, jak wspaniałym ojcem narodu był Lincoln. Dzięki paru sprytnym zabiegom, zostaje udowodnione, że brodaty pan, którego duży posąg pojawia się w innym filmach, był pogromcą wampirów. I ja naprawdę w to wierzę!
No, może nie do końca. Nie umniejsza to jednak temu, że byłam w stanie wysiedzieć cały film w miejscu. Dzieło nie jest wybitne, nie porazi Was swoim przesłaniem, mottem. Poprawi za to humor, na dobre. Bo od tej pory Lincoln będzie facetem, który walczył z wampirami. Prawdziwymi wampirami - z jednej strony pociągającymi, z drugiej zaś przerażającymi.
Aktorzy nie są sztuczni i dysponują większą ilością ekspresji niż Kirsten Stewart. Nie są za to tak dramatyczni jak obsypany brokatem Robert Pattison. Mało znanych twarzy sprawia, że widz bardziej skupia się na tym, co dzieje się w filmie. Całkiem nieźle dobrano obsadę do ról, co ostatnio zdarza się naprawdę rzadko.
Film jest zabawny i bardzo atrakcyjny wizualnie. Grafika jest dopieszczona prawdopodobnie ze względu na możliwość obejrzenia filmu w 3D (czego, szczerze mówiąc, nie żałuję, że nie zrobiłam). Lincoln rozluźnia, bawi, jest zatem dobry do zobaczenia ze znajomymi, ba - nadaje się nawet na randkę.
Nie wiem czy kiedyś obejrzę go znowu, wiem za to, że każdemu, kto będzie szukał filmu zabawnego, lekkiego, ale pełnego zwrotów akcji, polecę go bez dwóch zdań. Lincoln pogromca wampirów podoba się, albo nie. U mnie zdał egzamin. Na db.

wtorek, 23 października 2012

Seeking a Friend for the End of the World, czyli 2012 rokiem katastrof


Ona, on i koniec świata.
Jak zwykle trafiłam na film dzięki namiętnemu przeglądaniu trailerów na youtube. 
Co przykuło moją uwagę? Od jakiegoś czasu zauważyłam rosnącą ilość filmów mówiących o tym, że koniec świata jest blisko. W dodatku wszystkie w jakiś dziwny, przerysowany sposób pokazywały zachowania ludzi. Albo ziemią mieli zawładność obcy pochłaniający nas w coraz bardziej wysublimowany sposób, albo mieliśmy się zderzyć się z jakąś planetą/asteoridą/meteorytem.
Katastrofa jest zazwyczaj najważniejszym punktem w filmie. Armia USA, NASA i tajne organizacje czuwają nad tym, żeby Jasiowi lub Johnowi nie stało się nic złego. Wszystko to totalnie oderwane od codzienności. 
Lorene Scafaria podeszła jednak do tematu w zupełnie inny sposób.

Penny (Keira Knightley) i Dodge (Steve Carell) są do bólu normalni. On - pracownik korporacji, zostawiony przez żonę, patrzy jak znajomi przygotowują się do ogłoszonego końca świata. Nie ma żadnych nadprzyrodzonych sił, nie jest specjalnie urodziwy, zamiast grzeszyć z gotowymi na wszystko kobietami, woli spędzić ostatnie dni samotnie. Penny jest szalona i młoda. Ciągle czegoś poszukuje, jest spontaniczna, wszystkie decyzje podejmuje pod wpływem emocji. Zupelnie przeciwieństwo Dodga.

Film pokazuje nam walkę. Nie z siłami przyrody, które chcą zniszyczyć planetę, ale ludzi z ich własnymi demonami. Przyznam, że właśnie tak wyobrażam sobie koniec świata. Z brakiem telewizji, końcem radia, ludźmi na ulicach, totalnym olaniem społeczeństwa przez rząd. Czy wiedząc, że za dokładnie x dni skończy się świat, ktoś dalej przejmowałby się resztą ludzi?

Właściwie co można wtedy robić? Spełniać marzenia, szukać ludzi, podróżować, ale gdzie i jak, jeżeli powoli wszystkie stacje benzynowe są zamykane, a lotniska już dawno nie działają.

To nie jest kolejna komedia romantyczna. To nie jest dramat. Ani klasyczny romans. To film o tym, co się stanie, gdy koniec świata będzie blisko. Naprawdę.

Polecam.